Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-wegiel.legnica.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server933059/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 17
zamian opowiada mu o sobie. Na początku wyraźnie się go bała, a

- Pamiętam - odparł słabo Enrique.

zamian opowiada mu o sobie. Na początku wyraźnie się go bała, a

go szukać. Odnajdzie ludzi, którzy za tym wszystkim stali. Nie, nie
granic, nie ma się czego obawiać, może współpracować z Diazem.
nie zostawia za sobą wyraźnych śladów. Ale ciesz się, że to nie on, bo
moralności. Mogłoby się im nie spodobać, że szefowa organizacji
jakichkolwiek prawdziwych przyjaciół. Z jednej strony Milla czuła
- Co?! - Milla usiadła na łóżku, podskakując jak wystrzelona z
zawsze udawały się lepiej, jeśli były dobrze zorganizowane; tłum
Chase znika za patio i opanowało ją dziwne wrażenie. Poczuła coś innego niż wściekłość. Coś głębszego i niepokojącego, czego za żadne skarby świata nie była w stanie zrozumieć. 20 Cassidy rzuciła torebkę na kanapę w gabinecie i zdjęła buty. Była sama. Znowu. Jak przed pożarem. Chase trzymał się z daleka. Od niej. Od domu. Spędzał całe godziny w biurze w mieście albo u terapeuty, albo gdziekolwiek indziej, byle nie w domu. Często wychodził zanim ona wstała i nie było go do północy albo dłużej. Czuła, że coraz bardziej się od niej oddala. Chciała z nim porozmawiać, ale wymawiał się pracą. Twierdził, że musi odbudować tartak i doprowadzić do tego, żeby robota szła pełną parą. W pożarze spłonęły plany budowy nowego biura, które miało zastąpić metalowy barak. Dział rachunkowości starał się odtworzyć wydatki, przychody i rubryki zysków i strat, przeszukując ocalałe dokumenty, dzwoniąc do firm, które kupowały drewno, do przedsiębiorstw transportowych i dostarczycieli drewna, próbując w ten sposób zebrać dane. Chase twierdził, że nie widać końca tej pracy, ale Cassidy podejrzewała, że szuka wymówki, żeby jej unikać. Może jest już dla nich za późno? Pływała każdego ranka, ale Chase nigdy więcej za nią nie wyszedł, a kiedy go dotykała, zawsze szybko się odsuwał. Nie chciał rozmawiać o tym, co zaszło między nimi tamtego poranka przy stawie. Kiedy poruszała ten temat, wychodził z pokoju albo stwierdzał dosadnie: - To był błąd. Nie rób z tego wielkiego halo. Czasami jednak przestawał się pilnować, a wtedy widziała jego inne oblicze, skromnego człowieka z poczuciem humoru, któremu nieobce są wyrzuty sumienia. Jego stan fizyczny stopniowo się poprawiał. Mógł już swobodnie jeździć samochodem do miasta, bez problemów poruszał się po domu i patrzył obojgiem oczu. Wyglądało na to, że wszystko będzie dobrze. Blizny na twarzy były jeszcze widoczne, bo poparzona skóra nie zdążyła się zagoić, ale kiedyś Chase będzie wyglądać jak dawniej, będzie chodził bez kul, będzie tym samym człowiekiem, od którego postanowiła odejść. A kiedy całkowicie wydobrzeje, nie będzie żadnego powodu, żeby mieszkał w tym domu. Nie będzie żadnego powodu, żeby utrzymywać to małżeństwo. Nie miała pojęcia, dlaczego nagle stało się to dla niej takie ważne. Przed pożarem była o krok od tego, żeby się z nim rozwieść. Ale dopiero to straszliwe wydarzenie uświadomiło jej, jak niewiele brakowało, żeby straciła męża na zawsze. Wiedziała też ponad wszelką wątpliwość, że jego brat nie żyje. Potwornie bolała ją głowa. Wzięła dwie aspiryny i przyniosła sobie kawę do gabinetu. Nie zawracała sobie głowy kolacją. Zbyt wiele wieczorów czekała chociażby na telefon od Chase’a, na darmo podgrzewając kolację na wolnym ogniu. Godziny mijały, ona traciła apetyt, a świeczki się dopalały. Pomasowała sobie kark, wybrała kilka ulubionych płyt kompaktowych i wsunęła je do odtwarzacza. Muzyka wypełniła pokój. Cassidy otworzyła teczkę i włożyła dyskietkę do komputera. Nucąc piosenkę razem z Paulem McCartneyem, drukowała informacje zebrane w pracy. Informacje o obu pożarach i o Marshallu Baldwinie. Kilka ostatnich dni spędziła w redakcji, łącząc się za pomocą poczty elektronicznej z agencjami prasowymi z całego kraju, zwłaszcza z terenu Los Angeles w Kalifornii i z Alaski. Miała nadzieję, że dowie się czegoś o wcześniejszym życiu Baldwina, ale jak na razie na nic się nie natknęła. Wyglądało na to, że ten człowiek nie istniał, zanim przeprowadził się na północ. Jego życie zaczynało się od momentu, kiedy dostał pracę przy rurociągu. Cassidy zamknęła pióro i przejrzała notatki. Kiedy Bill Laszlo pytał ją o Marshalla Baldwina, niewiele o nim wiedziała, jednak z każdym dniem dowiadywała się coraz więcej. Skontaktowała się z kolegą, z którym pracowała w Denver, a który potem przeniósł się do stacji telewizyjnej w Juneau. Zadzwoniła do gazet, na policję, do urzędu meldunkowego, a nawet do człowieka, który podobno miał zdolność odnajdywania ludzi. Nazywał się Michael Foster, był przykuty do wózka inwalidzkiego i miał system komputerowy połączony z agencjami na terenie całych Stanów Zjednoczonych i świata. Słynął z tego, że jest w stanie odnaleźć ludzi, nawet jeżeli nie chcą zostać znalezieni. Cassidy nie miała pojęcia, czy miał dostęp do baz danych urzędu statystycznego, Biura Bezpieczeństwa Narodowego czy telekomunikacji, ale nie ulegało wątpliwości, że sparaliżowany Foster jest genialny. Dowiedziała się o nim pięć lat temu i chciała do niego zadzwonić, żeby pomógł jej odnaleźć Briga, ale doszła do wniosku, że to nie najlepszy pomysł, bo i bez tego nie było jej łatwo w małżeństwie. Jednak teraz nic nie stało na przeszkodzie, żeby zadzwonić, zapytać o Briga i wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z Marshallem Baldwinem. Wynajęła również prywatnego detektywa z Anchorage, który był gotów zbadać każdy szczegół z życia Marshalla Baldwina, prześledzić jego historię od początku, od czasów, kiedy był nikim i pracował przy rurociągu. Oswald Sweeny, prywatny detektyw, był człowiekiem niepozornym, ale dociekliwym. Niedawno w Oregonie pomagał odnaleźć zaginionego spadkobiercę. Sweeny zapewnił Cassidy, że nie będzie szczędził sił i przekopie całą tundrę, żeby dowiedzieć się wszystkiego o samotnym milionerze z Alaski.
cmentarza, z poderżniętym gardłem albo skręconym karkiem? Ale z
Taka poufałość była równią pochyłą, po której zjeżdżało się
Jej głos zagłuszało wycie syren i warkot silnika wozu strażackiego, który stał tuż obok niej. Trzymała Briga i modliła się, żeby przeżył, bo kochała go przez całe życie. Z oczu popłynęły jej łzy, a serce ścisnęła rozpacz. - Kocham cię... o Boże, zawsze cię kochałam. Pojawili się przy nich ludzie. Strażacy, lekarze, policjanci i kobiety. Zjawiła się nawet Felicity, która wrzeszczała w rozpaczy i wołała Derricka. - Nie chciałam tego zrobić! - krzyknęła Felicity, szukając męża. Zatrzymał ją strażak. - Nie chciałam go zabić. Nie Derricka. Tylko Briga. On musi umrzeć. Jak Angie! O Boże, proszę, niech ktoś uratuje Derricka! - Niech pani tu zostanie. Zawołajcie policjanta. Jej mąż... - Raczej nie ma szans. Chyba nie żyje. - Nie! On nie może umrzeć! Nie może! O Boże, co ja zrobiłam? - wrzeszczała Felicity. - Chyba powinniśmy przeczytać tej kobiecie, jakie ma prawa. - Uratujcie go! Uratujcie Derricka. On... o Boże! Komendant straży pożarnej nie zwrócił na nią uwagi. - Niech podjedzie wóz numer dwa i zacznie gasić stajnie, trójka niech się zajmie domem. Co, u licha? Skąd tu się wziął pies? - Znaleźliśmy go zamkniętego w stajni. Wygląda na to, że ktoś mu dał narkotyki albo coś podobnego.... - Ma pani prawo milczeć... Słowa były ciężkie i niewyraźne. W głuchym ryku pożaru słychać było rżenie koni, szczekanie psa i krzyki mężczyzn. Strach ścisnął serce Cassidy. Przytuliła do siebie Briga. Jedynego mężczyznę, którego kochała. Mężczyznę, którego zostawiła... Cassidy siedziała nieruchomo. Trzymała go mocno przy sobie. - Ej, jest tutaj... - Cassidy poczuła ciężką rękę T. Johna na ramieniu. - Zobaczmy, co z nim. Podniosła głowę i spojrzała na mężczyznę, którego od dawna uważała za wroga. Zamrugała przez łzy. - Uratujcie go - błagała. - Proszę, musicie go uratować... - Chłopaki z karetki zrobią to najlepiej. - Kocham go. - Wiem, złotko. - To jest... - To też wiem. A teraz szybko. Trzeba się śpieszyć. Zanieście go do lekarza. Wstała, chociaż nie czuła nóg. Nic do niej nie docierało. Patrzyła, jak kładą Briga na noszach i niosą do karetki. - Jest w szoku. Zabierzmy ją do szpitala. Cassidy jednak strząsnęła delikatną rękę ze swojego ramienia. Nie przejmując się kłębami dymu, przeszła pomiędzy wężami lejącymi wodę na dom, który zbudował dla niej Chase. Chciała być z Brigiem. Wiedziała, że może go już nie zobaczyć żywego. Karetka odjechała na sygnale. Cassidy trzymała jego ręce w swoich dłoniach. Ich palce splotły się. Nie mogła powstrzymać łez. Patrzyła na Briga i żałowała, że nie może cofnąć czasu. - Proszę cię, Brig. Obudź się i kochaj mnie. Leżał bez ruchu. Przez bandaż, którym opatrzono mu bok, sączyła się krew. Twarz miał spoconą i brudną. Była zadrapana tam, gdzie otarł się o asfalt. Łzy spływały jej po policzkach. Karetka pruła w ciemności. Nie można jechać szybciej? Brig jest taki blady, jakby lada moment miał umrzeć. - Kocham cię. Nie waż się umierać, Brigu McKenzie - załamał jej się głos. - Przysięgam na Boga, że jeżeli umrzesz, nigdy ci nie wybaczę! Poruszył się. Nieznacznie, ale się poruszył. Na chwilę otworzył oczy i spojrzał jej prosto w twarz. - Nie mam najmniejszego zamiaru, Cass - wyszeptał. Nie mógł mówić. - Brig! - Serce Cassidy łomotało. Zacisnął rękę na jej dłoni, żeby dodać jej otuchy. Po twarzy spływały jej gorące łzy. Pochyliła się, żeby pocałować Briga w odrapany policzek. - Nie opuszczaj mnie. - Nigdy. Od tej pory będziemy zawsze razem, dziecinko. - Obiecujesz? Spojrzał jej w oczy, a potem spuścił wzrok. - Obiecuję.
trzymane przez Millę. Najwyraźniej nie mogli uwierzyć w to, co
zdziwcie się, jeśli dostaniecie telefony z pytaniami o nagrodę.

Obrazy Kate zaczęły się tak nawarstwiać, że nie była już w stanie myśleć

i piękny, ale wciąż skrywający jeszcze większe piękno.
50 JEDNA DLA PIĘCIU
Myśl o tym, że mogłaby go zobaczyć, przestraszyła ją, a
siedzącego w ziemi wśród porozgrzebywanych cebulek.
ciebie i tego, co robiliśmy razem.
listu materiały promocyjne, recenzje, oraz kilka swoich zdjęć ze znanymi
życie... ani do tego, że mężczyźni budzą w niej strach i obrzydzenie.
- Straszyć ją apokalipsą.
Plotka, psia mać! Obaj wiedzieli, że to prawda.
zrobić to także palcem. Ręce Jacka były bardzo silne,
Odwróciła się bez słowa w stronę lodówki i wyciągnęła
do ekspresu i nalał sobie kawy, a następnie włożył dwa kawałki pełnoziarnistego
– Nie mogłam spać, taka byłam podniecona – entuzjastycznie powiedziała
Przełamała się i spojrzała na Richarda, lecz wydało się jej, że patrzy
boi?

©2019 do-wegiel.legnica.pl - Split Template by One Page Love